Czasami zdarza się, że w swojej pracy przewodnickiej, czy narciarskiej, ludzie nagradzają mnie czymś extra.
Najczęściej są to miody, czy lokalne sery, czy domowe nalewki. Od taki dodatek.
Miło mi się robi w takich momentach.
Ostatnio ludzie mnie zaskoczyli. Ktoś tam w grupie był ze Świdnicy. No i dostałam świdnicki majonez i ładną torbę z zabytkami tego miasta. Prócz tego dostałam aż kilogramową kawę, fajną czapkę i skarpety z kaszmiru. I mega ciepły szal, o który walczą moje córki. No rewelacja.
To takie extra coś, za przykładanie się do wykonywanej pracy.

Komentarze