Mam dzieci, dosyć duże, na nawet jedno na progu dorosłości. No i są niejadkami. Ja nie znosiłam mięsa.... Mój mąż jadał tylko kotlety. Nie jadał warzyw. Nasze dzieciaki nie jedzą jajek (ubolewam, bo mamy kury), masła (tak, chleb jest bez smarowania), serów ani białych, ani żółtych (wyjątek, to oscypki), jedno jadą czosnek, drugie cebulę, itp... To dla mnie trudne. Szczególnie, że sama mam nietolerancję na pszenicę i laktozę i często kończy się kilkoma daniami dla każdego. Przede wszystkim gotuje zupy. Na długo gotowanych wywarach. Na wyhodowanym przez siebie drobiu. Do wywarów dodaje sporo warzyw. No i później blenduje i mięso i warzywa na gładko. Zupę przyprawiamy pikantnie. Czasem dodaje do zupy żółtka. Czasem gdy zupka wyjdzie gęsta, robię ją na krem i dodaje groszek ptysiowy. Wtedy wchodzi dzieciakom. Co z jajkami. To produkt, który jest wyjątkowo zdrowy, szczególnie, kiedy kury karmię Tak i Tak Robię bardzo jajeczne naleśniki. 6 jajek na 60...
Planowanie jest istotne. Wiele produktów co jakoś czas jest na promocji, wtedy kupuje hurtowo, no mleko, masło, które ładuje w zamrażarce, środki higieniczne (ale trzeba uważać na jakość, bo rolka papieru toaletowego innej rolce nie równa). Szukam też rabatów. No i tak dzisiaj mój mąż zrobił zakupy z zaplanowaniem. Aktywował kupon rabatu za 30 zł w Lidlu. Kupon ważny przy zakupach za 100 zł... O osiągnięcie takiej kwoty naprawdę nie trudno. Aktywował też inne kupony. No i przy tych zakupach załapaliśmy się na rabaty ryb, orzechów, owoców i warzyw i słodyczy. No i wyszło 54,25 zł zniżki na paragonie. Hm, no i teraz zastanówmy się, ile zarabiasz w godzinę. I czy warto poświęcić maksymalnie kwadrans, by wydać o 54,25 mniej, czyli je zarobić.