Spokojnie, bez pośpiechu.
Po sezonie czas na powolne życie.
Siedzę dzisiaj niczym staruszka i dorzucam do pieca, bo ogrzewania jeszcze nie włączyłam, bo pogoda rozpieszcza, a po coś te wszystkie gałązki z żywopłotów i drzew w ogrodzie, mój mąż cierpliwie każdego roku tnie na drobinki i suszy. Te mają już 3 lata, więc płoną niczym zapałki.
Tak więc stara szkołą biedowania, na piecu gotuje w dużych garnkach wodę i rozstawiam po domu. Jaką mam temperaturę?
Przyjemną. Na dole ciepłej od pieca, na górze 20.0 do 20,5 stopni
Na piecu jeszcze coś się gotuje 🤣
Bułki na parze. Pod przezroczysta pokrywką jest ich więcej.
Do tego wyskok na maliny w ogrodzie i zrobienie szybkiej polewy. Z jej resztek jeszcze zrobiłam dżem do słoika.
Komentarze